Dlaczego John Hubley był jednym z najlepszych animatorów, o których nigdy nie słyszałeś

W latach 50., kiedy senator Joseph McCarthy kiwał głową w demagogicznym porozumieniu ze sobą, pionier animacji i członek czarnej listy z Hollywood, John Hubley, stukali palcami w rytm jazzu. Jego eksperymentalna animacja wydawała się nieosiągalna - szalenie osobliwe wizje, które zawdzięczały Hansowi Hoffmanowi bardziej niż Maxowi Fleischerowi. Hubley (którego filmy obecnie podróżują po kraju z okazji 100. urodzin) dał widzom intymne spojrzenie na życie tych, którzy byli często ignorowani przez duże studia animacji, i zajmował się takimi tematami, jak wojna nuklearna, agnostycyzm i sprawiedliwość społeczna. Podczas gdy dzieci przykucały przed dużymi, pudełkowatymi telewizorami, aby oglądać Głupie symfonie, John Hubley nagrywał głosy swoich dzieci i wykorzystywał je do tworzenia społecznie świadomych filmów animowanych.



Hubley rozpoczął swoją karierę, malując tła i układy dla Walt Disney Studios w 1935 roku, kiedy miał 22 lata. Pracował przy pierwszym klasycznym filmie Disneya „Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków” i działał jako dyrektor artystyczny w „Bambi”, „Dumbo” (niewymieniony w czołówce), w sekcji „Święto wiosny” w „Fantazji” i „Pinokio”. „Spośród tych projektów„ Rite of Spring ”najlepiej wskazuje na ambitną, idiomatyczną wizję jego osobistych projektów, które przenikały tuż pod powierzchnią: harmonijne połączenie muzyki i animacji oraz bujne, bezgraniczne tło oraz skłonność Hubleya do oddychania życie w mgliste byty. „Święto wiosny” ma oczywiście ogromny, kosmiczny zasięg; Hubley zmniejszył te osobliwości estetyczne i ułożył je w intymne wypowiedzi na temat codziennego życia.

Po odejściu z Disneya podczas strajku w 1941 r. John Hubley dołączył do United Productions of America, dla którego stworzył nagradzanego „Mr. Magoo. ”W 1952 r. Hubley został zmuszony do opuszczenia UPA w związku ze swoim statusem na czarnej liście. Następnie założył Storyboard Studios, które działały jako pseudonim, i zaczął produkować niezwykle popularne animowane reklamy. Chociaż nie nosili jego imienia w napisach, animowane reklamy Hubleya były całkowicie jego, opatrzone jego niewidzialnym podpisem; czuli się jednocześnie nie na miejscu w branży reklamowej i, w jakiś niewytłumaczalny sposób, połączeni ze sobą, kierowani wspólnym wątkiem, który przywiązał ich do nienazwanego artysty stojącego za animacją, jak odcinki antologii telewizyjnej.

Słynna reklama Hubleya „I Want My Maypo” z 1956 r. Zawierała głos jego młodego syna, który nadał reklamie autentyczny charakter (jędrność dziecka jest niezaprzeczalnie taka jak u dziecka, które chce swojego Maypo). Triumf Hubleya był nieoczekiwany, ponieważ reklama miała być porażką: Heublein, Inc. planował wrzucić swoje pieniądze do bomby reklamowej dla słabo sprzedającego się Maypo w celu spowodowania ogromnych strat i uzyskania odliczonych podatków, więc wynajęli Hubleya, znanego z niezależności, bezkompromisowości i antypodalności wobec pragnień kapitalistycznego przedsiębiorstwa, z prostymi instrukcjami tworzenia „kawałka życia”.

Oczywiście reklama nie bombardowała - zwiększyła sprzedaż średnio o 78%. Po tym ogromnym sukcesie rozrosły się animowane reklamy, a dziecko w kapeluszu kowbojskim, nazwane Marky Maypo, zyskało miano domowego nazwiska.



Ironia wyrzucania reklam komercyjnych przy jednoczesnym utrzymaniu aspiracji artysty nie została zagubiona na Hubleyu: w swoim dziesięciominutowym krótkometrażowym filmie krótkometrażowym „Date With Dizzy”, zastępca Hubleya instruuje kultowego trębacza Dizzy Gillespie o zdobywaniu punktów (lub „Dubbing”, jak to nazywa, krótka reklama natychmiastowej drabinki linowej. Gillespie i jego zespół oglądają kreskówkę z ambiwalencją (to wszystko jest bardzo głupie, jak można się spodziewać po reklamie natychmiastowej drabiny linowej), i wpadają na huśtawkę, która, choć oszałamiająca z lotu ptaka, ma niewiele wspólnego ze sprzedażą błyskawiczne drabinki linowe.

Reżyser w desperacji zwisa głową, gdy kwartet Dizzy'ego pozwala muzyce płynąć. Na próżno dyrektor komercyjny nakłania Dizzy i ekipę do grania bardziej komercyjnej muzyki, ale prawdziwy artysta pozostaje niezniszczalny, nawet gdy próbuje współpracować z karierą, której niezdolność do docenienia sztuki jest oczywista. Subwersja Hubleya była subtelna, ale nie niewidoczna: kpina z reklam, kapitalizm i uzurpacja sztuki na rzecz wszechmocnego dolara w krótkich poparzeniach Hubleya jak świeżo trafiony mecz.

„Date With Dizzy” działa jak obiektyw, przez który możemy rozszyfrować karierę twórcy. Jak trafnie zauważa John Sayles w najnowszym wydaniu filmowym The Believer Magazine (na którym znajduje się DVD z filmami Hubleya zrealizowanymi z żoną Faith, trwającymi 17 lat, w tym „Date With Dizzy”), kreskówki Hubleya są żywe, dostosowane do omdlenia rytm świata. Sayles porównuje efekt Hubleya z animacją do Milesa Davisa z jazzem. Sayles pamięta, jak bajki i reklamy Hubleya przenikały do ​​ekranu teatru wjazdowego, tych podstępnych, subtelnie subwersyjnych klipów wsuwających się w galerię pre-programową milquetoastów z kreskówek dla dzieci, gdy słońce znikało, a ekran świecił w nocy. Sayles zwięźle opisuje swoje wrażenia z filmów animowanych sprzed filmu: „To znowu jeden z nich!”

Hubley, który często korzystał z muzyki Boppina Benny'ego Cartera, wydał „Date With Dizzy” w czasie, gdy jazz był w dziwnej synapsie między byciem niszą - „czarną muzyką” - a włamaniem do głównego nurtu. Oprócz tego, że jest najważniejszym momentem w samodzielnym kręceniu filmów, jego ostra, satyryczna krawędź na wyraźnym wyświetlaczu, „Date With Dizzy” pozostaje fascynującą migawką krótkiego, ulotnego momentu w historii jazzu - tego oddechu przed samą definicją „jazzu” ”Został zasłonięty nie do poznania, wraz z pojawieniem się modalnego jazzu i free-jazzu.

Miles Davis, Ornette Coleman i inni pionierzy jazzu eksperymentalnego nagrywali przełomowe albumy, takie jak „Kind of Blue” Davisa i „The Shape of Jazz to Come”, oba wydane w 1959 roku, oraz Davis ’; kontrowersyjne, genialne „Szkice Hiszpanii”, które ukazały się w przyszłym roku. Nastąpiło rozwiązanie pierwszego wielkiego kwintetu Davisa i narodziny embrionalnych stadiów Impulse! Dokumentacja. Jazz przeniósł się w świat głównego nurtu.

Kiedy Davis, Coleman i Coltrane zmieniali i przekształcali koncepcję tego, czym może być jazz, John Hubley przekształcał koncepcję tego, czym może być kreskówka. Wciąż działając pod pseudonimem Storyboard, Hubley zaczął aranżować bardziej złożone pod względem estetycznym, narracyjnie nieprzejrzyste projekty. Pracował w olejkach, kolorach wody, piórze i tuszu, flamastrach; mieszał czarno-białe szkice - żylaste, wychudzone rzeczy, jak zadrapania z nisko wiszących gałęzi drzew - i plamy koloru, przesycone, niedojrzałe, głęboko warstwowe i nieskończenie energiczne. Hubley odbywał rodzinne wycieczki kwasowe z zachwycającymi liberalnymi skłonnościami, podczas gdy był na czarnej liście w tych strasznych, okrytych latach zwanych McCarthyism. Te bajki (i jeden film pseudo-meta na żywo) to żywe portrety mglistego czasu w amerykańskiej historii, kiedy Martini i szary flanelowy garnitur ustępowały miejsca kontrkulturze i rockowi i lsquo; n ’; rolka.

pokaż program na Netflix

Ostatni film krótkometrażowy, który napisał przed umieszczeniem na czarnej liście, „Rooty Toot Toot” z 1951 roku, jest najbardziej strukturalnie liniowy, a zatem najbardziej znany ze spodenek Hubleya. To historia dwóch ukochanych, Frankie i Johnny'ego, z których pierwszy zastrzelił tego drugiego. W tej dziesięciominutowej kreskówce jest miłość, pożądanie, zdrada i morderstwo, które wyróżnia się przedstawieniem czarnych postaci w jury w procesie Frankiego. Hubley unika konturów i po prostu maluje kolor skóry bezpośrednio na tle, pozostawiając postacie w eterycznych, nieprzejrzystych kształtach. To nie jest jawne oświadczenie polityczne, ale obecność czarnych zintegrowanych, nieprzyswojonych z białymi w sali sądowej, jako jury rówieśników, stoi w wyraźnym kontraście do, powiedzmy, „Kopciuszka”, który Disney wydał w poprzednim roku.

Podobnie jak w przypadku „Rooty Toot Toot”, Hubley ustawił swoją bardziej trzeźwą, spokojną „Harlem Wednesday” w rytm dusznej muzyki Benny'ego Cartera. „Harlem Wednesday” to pozbawiona słów winieta, która ilustruje codzienne banały i trywialności czarnego życia w Harlemie. Gregorio Prestopino dostarcza statyczne obrazy ludzi niosących lód, wywożących śmieci, siedzących na chodnikach, często obramowanych przed ogrodzeniem z kutego żelaza i wyłaniającymi się czarnymi bramami. Tła i postacie niemal się łączą, tworząc poczucie symbiozy, ludzi zakorzenionych w ich otoczeniu oraz środowiska, które jest zgodne z otaczającymi go ludźmi. Hubley zaczyna i kończy krótką scenę tym samym ujęciem śpiącego młodego chłopca. Pod koniec dnia wiele się wydarzyło, ale nic się nie zmieniło.



Spodenki Hubleya oferowały niezliczone innowacje i objazdy od ustalonych norm: wykorzystanie głosów jego dzieci w „Moonbird”; piękny kontrolowany chaos „Przygody *”; wykorzystanie warstw do stworzenia paralaksy i głębi w „The Tender Game”; delikatna enkapsulacja handlu i konsumpcji Sisyphean na rowerze w „Urbanissimo”, która pierwotnie działała w parze z „Weekendem Godarda” - lista jest długa.

Po jego śmierci w 1977 r. Żona Hubleya Faith kontynuowała produkcję abstrakcyjnych, często mitycznych filmów animowanych, nawet po zdiagnozowaniu nieuleczalnego raka piersi (przeżyłaby kolejne 26 lat). To cudownie pasuje, że John Hubley rozpoczął pracę w Disney: Hubley, ten przebiegły, wywrotowy artysta, odłupał wnętrze od samego początku, a jego sztuka i ambicje były antytezą gigantycznej firmy wuja Walta.

Gdy styl Hubleya ewoluował z czasem, wydawało się, że jest organiczny w swojej nieustannie zmieniającej się, kołyszącej się estetyce. Przedstawiał postacie ludzkie zagubione w irracjonalnym świecie, który sam nie był spokojny. Skierował Picassa, Klee i Matisse; i wyczarował zaklęcia estetyczne i filozoficzne - na które wuj Walt by się skrzywił: modernizm, minimalizm, postmodernizm, dekonstrukcjonizm, surrealizm, dadaizm - syntetyzując je wszystkie w silne komentarze na temat kultury i społeczeństwa. Był to realizm społeczny poprzez abstrakcjonizm artystyczny.

Ale przede wszystkim był on ostatecznie idealistą, być może jedyną cechą, którą podzielił z Disneyem (choć idealizm Hubleya znalazł go na czarnej liście Hollywood, podczas gdy Walt potępił „agitację komunistyczną” i zeznawał przed HUAC). Dzieła Hubleya, zakorzenione w smutnej rzeczywistości Czerwonego Strachu, oferowały niezachwiane spojrzenie na codzienne życie. Okazało się, że ma czyste sumienie.

Podróżny program filmów Johna i Faith Hubley, wszystkie w nowych odbitkach 35 mm, obecnie podróżuje po kraju z okazji 100. urodzin animatora. Wejdź tu po więcej informacji.



Najpopularniejsze Artykuły

Kategoria

Przejrzeć

Cechy

Aktualności

Telewizja

Zestaw Narzędzi

Film

Festiwale

Recenzje

Nagrody

Kasa

Wywiady

Klikalne

Listy

Gry Wideo

Podcast

Treść Marki

Najważniejsze Wydarzenia Sezonu

Ciężarówka Filmowa

Wpływowi