Gwiazda filmu „Avalanche” Emile Hirsch wyjaśnia, w jaki sposób porażka „Speed ​​Racera” wyzwoliła jego karierę i dlaczego pociągają go głupie postacie

Rozważenie jego filmografii może chwilę potrwać, ale Emile Hirsch jest jednym z najbardziej intrygujących młodych aktorów pracujących dzisiaj. W ciągu ostatnich pięciu lat 28-letni rodowity mieszkaniec Kalifornii zyskał uznanie za swoje aktorki w adaptacji Seana Penna do filmu „Into the Wild”. Odważnie skoczył na trippy terytorium science fiction wraz z Speed ​​Racerem braci Wachowskich, ”I grał oszalałego białego śmieciarza w„ Zabójcy Joe ”Williama Friedkina. W tym tygodniu pojawia się wraz z Paulem Ruddem w zabawnej, dwuręcznej książce„ Avalanche ”, w której duet spędza większość filmu wędrując po teksańskiej dziczy po pożarze lasu. Wyreżyserowany przez Davida Gordona Greena i przerobiony z islandzkiego filmu „Prince Avalanche” to kolejna ciekawa prezentacja Hirscha, którego sława jeszcze nie zmusiła go do z góry określonej roli aktorskiej. W Nowym Jorku na premierze nowego filmu Hirsch rozmawiał z Indiewire o tym, jak udaje mu się wypróbować tak wiele różnych rodzajów projektów i gdzie ta wrażliwość może go zabrać dalej. Dotknął także swojej roli jako Clyde w nadchodzącym miniserialu telewizyjnym w reżyserii Bruce'a Beresforda dla Lifetime i A&E Networks, który ukaże się w grudniu.



Czy miałeś okazję obejrzeć „Either Way”, islandzki film, który zainspirował „Prince Avalanche”, zanim zagrał w tym projekcie?

Nie zrobiłem tego. Moja filozofia jest taka, że ​​jeśli istnieje jakakolwiek przeróbka - i zrobiłem to samo w „Bonnie and Clyde” - nie oglądam oryginału, ponieważ tak łatwo jest dać się przekonać interpretacji aktora. W tym przypadku nie znasz właściwej decyzji i sam zaczynasz się zastanawiać, więc zaczynasz: „Och, nie chcę być taki jak występ tego aktora, więc zrobię coś przeciwnego. „Gdy w rzeczywistości nie powinieneś robić czegoś przeciwnego, powinieneś zrobić to samo, ponieważ jest to najbardziej odpowiednia rzecz w takich okolicznościach. Możesz więc zacząć być inny, aby być innym, dzięki czemu możesz zrobić to samo bez ich kopiowania.

festiwal filmowy w San Sebastian

David Gordon Green stworzył trio dramatów, po czym przeszedł do komedii studyjnych. „Prince Avalanche” to rodzaj hybrydy dwóch wrażliwości. Jaki był oczekiwany ton filmu?

Kiedy po raz pierwszy go przeczytałem, niekoniecznie widziałem scenariusz jako komedię. Nie grał w żarty, ponieważ nie napisano żadnych żartów, więc czasami czytał stosunkowo prosto z odrobiną absurdu, ale na tyle, aby nie wydawał się wcale komedią, po prostu smaki dramat. A kiedy zacząłem pracować nad rolą, krótko rozmawiałem z Davidem i pomyślałem: „Och, może ta postać jest taka jak ja”. Powiedział: „Myślę, że to wolniejsza wersja ciebie”. Chciał tego rodzaju naiwności i niewinności. Chciał, żeby Lance miał ten głupi element. Więc w pewnym sensie przeszedłem od tego momentu i zacząłem pracować z dialogiem i znaleźć sposoby, w których ludzie mogą być zabawni, kiedy są trochę oderwani lub są trochę myleni przez rzeczy. Pomysł znalezienia humoru u ludzi, którzy potrafią czasem grać głupie: Dlaczego są zabawni, skoro niekoniecznie żartują?>

Możesz równie dobrze zastosować ten opis do swojej postaci w „Killer Joe”. Wygląda na to, że pociąga Cię gra ludzi, którzy są zabawni pomimo siebie, mimo że tak naprawdę nie są uważani za aktorów komediowych.

Nie wiem, jak świadomy jest, ponieważ w tej szczególnej sytuacji z Davidem, kiedy do mnie zadzwonił, wiedziałem, że zamierzam zrobić film, zanim przeczytam scenariusz, ponieważ był on zielony i miałem ochotę z nim współpracować przez tak długi czas. Ale lubię postacie, które mimo wszystko są śmieszne, a dzięki „Killer Joe” postać jest do końca niedorzeczna. Do końca utyka jak postać z kreskówki, a on jest po prostu taki pieprzony, jakby był pobity do krwawej miazgi. Był tak głupi i wykonał tyle ruchów z kośćmi, że na pewno widzę te podobieństwa.

Nasz islandzki korespondent informuje, że jest to dość wierna adaptacja „Tak czy inaczej”, ale dialog brzmi bardzo naturalnie zarówno dla ciebie, jak i Paula Rudda. Ile miejsca musiałeś improwizować?

Myślę, że oboje dążyliśmy do tego naturalistycznego klimatu, niezależnie od tego, czy było to scenariusz, czy chwile improwizacji. Są chwile improwizacji, ale myślę, że jedną z dobrych rzeczy, które zrobiliśmy, było to, że zawsze groziliśmy improwizacją w sobie, co oznacza, że ​​zawsze mieliśmy swobodę podczas tworzenia sceny, aby przeformułować zdanie zdania lub zamienić wypowiedzieć słowo lub zrobić coś nieco innego, i to było w pewnym sensie zachęcane. I myślę, że czasami nawet ty po prostu zmienisz ostatnie trzy słowa zdania, sprawi, że wszystkie te linie będą improwizowane. Nie wiem, to jak wrzucanie kamyka do stawu lub czegoś takiego, wygląda na to, że całe jezioro się porusza. I czuję, że jest to coś, co zarówno Paul, jak i ja intensywnie wykorzystaliśmy w tym.

Jest to tak różne od tego, co można założyć znanego aktora z agentem, który działał w komercyjnych projektach, i to nie tylko dlatego, że jest to dziwna minimalistyczna komedia, która jest przeróbką islandzkiego filmu, o którym nikt nie słyszał - ale także dlatego, że nikt o tym nie wiedział podczas kręcenia go i nie było za to dużo pieniędzy, więc jestem pewien, że dotyczyło to również wynagrodzeń.

Nikt nic nie dostał. Dla mnie chodziło tylko o chęć współpracy z Davidem Gordonem Greenem i niezachwianą wiarę w jego talent. Mam na myśli to, że niektóre z tych filmów studyjnych, które nakręcił, wszyscy zaczynali być wątpiący, nieufni i tak dalej, ale ja miałem wrażenie, że facet nakręcił cztery wyjątkowe filmy w bardzo młodym wieku, z takim talentem, którego nigdy nie można odpisać. To był jeden z powodów, dla których byłem tak dumny z tego, że wygrał nagrodę dla najlepszego reżysera [za „Prince Avalanche”] w Berlinie. Pomyślałem: „Człowieku, to jest niesamowite”. To znaczy, on naprawdę nakręcił film na własnych warunkach w bardzo kreatywny sposób. Mam na myśli proces, w którym nakręcił film - najpierw wymyślił tytuł, a potem znalazł lokalizację i znalazł film islandzki, a potem go rzucił - to naprawdę przypomina kręcenie filmu wstecz. I jest tak szczery i otwarty na temat tego procesu, co jest tak dziwne, że jestem prawie zaskoczony, że jest tak samo uczciwy, jak on na temat tego procesu, ponieważ jest to tak niekonwencjonalne, że możesz prawie powiedzieć: „Boże, to dla niego zbyt łatwe” >

Dalej: Jak „Speed ​​Racer” doprowadził do innej ścieżki kariery.

Jak takie myślenie wpisuje się w twoją karierę? Czy podejmujesz świadomy wysiłek, aby znaleźć mieszankę projektów komercyjnych i niekomercyjnych, czy nie kryje się za tym żadna kalkulacja?

Myślę, że to połączenie. W pewnym stopniu chodzi o sposób, w jaki wszystko się trzęsie. „Speed ​​Racer” był do pewnego stopnia ogromną katastrofą finansową, więc po tym filmie nie miałem zamiaru być poprowadzonym przez wielkie gwiazdy filmowe.

Czy to było frustrujące?

Dzień po skończeniu obejrzałem to i było to jak nawalenie umysłu, ponieważ [Warren] Beatty grał tę postać prawie zupełnie inaczej niż ja. Clyde jest znacznie bardziej podobny do Johna Deppa, Johna Dillingera w „Publicznych wrogach”, nie jest ponury, ale postać ma głęboką wodnistość, ale nadal można powiedzieć, że wiele się dzieje. To była cecha, którą naprawdę chciałem trochę wydobyć z Clyde, ponieważ czuję, że może to zwiększyć magnetyzm postaci. Mając na uwadze, że Clyde Beatty'ego jest bezcenne; on się śmieje, uśmiecha się, żartuje i jest śmieszny.

A sam film jest swego rodzaju dziwacznym wydaniem amerykańskiego id, konfrontacji z przyjemnościami związanymi z przemocą na ekranie, a następnie rozpoznaniem jego zła.

znajdź agenta Wolfarda

I myślę, że współczesnej publiczności trudno jest oglądać „Bonnie and Clyde”, ponieważ są tak przyzwyczajeni do tej przemocy, że przemoc jest prawie mniej niż normalna. Więc prawie widzisz film bez przemocy, który jest bardzo głupi.

Ale to będzie dość brutalne?

Tak, tak myślę. Nie wiem na co zezwalają sieci pod względem czynnika przemocy, ale myślę, że to, co nakręciliśmy, jest bardzo graficzne. Myślę, że ponieważ jest kablowy, może być dość makabryczny. I widziałem kilka scen, i to jest dość gwałtowne.

To cztery godziny?

Tak, cztery godziny.

Czy to najdłuższy projekt, w który kiedykolwiek byłeś zaangażowany?

Tak, to była epicka sesja zdjęciowa. Uwielbiałem współpracować z Beresford i Holliday Grainger, która gra Bonnie. Jestem bardzo podekscytowany, ponieważ byłem teraz w wielu filmach, a to była szansa na pracę na medium, na którym nie pracowałem od bardzo dawna, miniserialu. Więc masz więcej czasu na zabawę z postacią, miałem 180-stronicowy skrypt, a Holly i jestem w nim w 80-90%. Jest więc o wiele więcej czasu i jeśli masz ochotę zagrać w scenie całkowicie minimalnej i nie chcesz się w nic wtrącać, miej przy tym, bo masz czas na zbudowanie postaci.

Czy chciałbyś robić więcej projektów telewizyjnych?

Nie wiem, nie jestem pewien. Ale zdecydowanie uwielbiam format miniserialu. Nie wykluczałbym niczego, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy powstaje tyle dobrej telewizji. To po prostu pozwala ci rozwijać i odkrywać postacie, a studia nie chcą ryzykować. Wydaje mi się, że widzowie chętniej przyjmują bardziej abstrakcyjne pomysły w formie telewizyjnej niż w formie filmowej. To jest po prostu bardziej akceptowane, tak jak jakiś szalony program. Nawet jak „House of Cards”, to taki dziwny program. Czuję się, jakby to był film studyjny, publiczność powiedziałaby: „Nie zamierzam tego oglądać”. Ale wszyscy oglądają ten program.

lepsze rzeczy sezon 2 odcinek 6

Nie masz nawet 30 lat i już pojawiłeś się w wielu filmach, od poważnych przynęt sezonowych, takich jak „Into the Wild”, do bardziej zwodniczych rzeczy, takich jak „Killer Joe” i „Prince Avalanche”. W pewnym momencie są tam niektóre typy projektów, z którymi chcesz być powiązany?

Doświadczenie tego wszystkiego sprawia, że ​​chcę zachować wszystko na moich warunkach, a nie naprawdę się pakować. To coś, o czym mocno się czuję. Chcę pozostać otwarty na kręcenie filmów takich jak „Prince Avalanche”. Nie chcę być w pozycji, w której chcę zrobić „Prince Avalanche”, ponieważ robię duży film studyjny. I czapki z głów przed Paulem Ruddem, który skoczył, ponieważ przechodził od dużego studia do dużego studia, a potem poświęcił czas na zrobienie małego filmu bez pieniędzy, który jest mały i trwa 16 dni. A kiedy jesteś w tej pozycji, wydaje się to ryzykowne. Chciałbym mieć karierę swobodną. W pewnym sensie chcę tworzyć własne zasady. Wiem, że istnieje tak wiele z góry określonych form, w których wszyscy mówią: „Och, skończy się taka kariera lub ta kariera…”. Ale jeśli nie określisz zbyt wielu zasad, możesz spróbować znaleźć maksymalną swobodę , ponieważ tego właśnie chcę.

I chcesz robić własne filmy.

Tak, w końcu chcę coś stworzyć i podoba mi się przykład Dawida z „Prince Avalanche”, w którym udało mu się połączyć komedię i dramat. Mam ten skrypt o facecie, który pracuje w sklepie wideo. Idealnym rozwiązaniem byłoby połączenie go tam, gdzie wydaje się, że jest to jedno i drugie.

Co sądzisz o tym, jak ludzie przyjęli „Prince Avalanche”?

Byłem zaskoczony. Z pewnością czułem się świetnie, kiedy to zrobiłem, ponieważ tak wspaniale spędziłem czas, robiąc to, twórczo, z Davidem i Paulem - to było po prostu świetne. Chciałem, żeby było tak dobre, jak to możliwe. Nie spodziewałem się, że odbiór w Berlinie będzie tak pozytywny, jak to było, ponieważ jest to międzynarodowy festiwal filmowy. Byłem naprawdę zaskoczony, jak bardzo publiczność to uwielbia, to było naprawdę fajne. Pomyślałem: „Cóż, oczywiście, że spodoba im się w Sundance, to dziwaczny amerykański film”. Kiedy międzynarodowa publiczność znalazła w tym humor, byłam naprawdę podekscytowana, ponieważ zdałam sobie sprawę, że żarty nie były tylko o Ameryce w języku narodowym i znając żargon, wywodzi się z ludzkiej głupoty, więc było to coś fajnego. Widziałem kilka komedii opartych na wernakularnym humorze, które są obce i po prostu ich nie rozumiem. Ale wtedy zobaczysz tę sporadyczną komedię, w której, mimo że jest w innym języku, dostajesz komedię i jest bardzo zabawna. Myślę, że „Prince Avalanche” należy do tej kategorii.

Czy lubisz komedie, które powstają dzisiaj?>

Robi ten serial telewizyjny „Prawdziwy detektyw” ze swoją gwiazdą „Killer Joe” Matthew McConaughey, prawda?

Tak, kiedy kręciliśmy „Bonnie and Clyde” w Baton Rouge, kręcił to w Nowym Orleanie.

Więc naprawdę podziwiasz Fukunagę i Jię. To są dobre. Wielu amerykańskich aktorów prawdopodobnie wybrałoby kogoś takiego jak Paul Thomas Anderson.

Tak, lubię wielu dobrze zapowiadających się facetów. Jeff Nichols to kolejny z nich, który moim zdaniem jest świetny, a ja też bardzo lubię Jody Hill. Myślałem, że „Obserwuj i zgłoś” było naprawdę dobre.



Najpopularniejsze Artykuły

Kategoria

Przejrzeć

Cechy

Aktualności

Telewizja

Zestaw Narzędzi

Film

Festiwale

Recenzje

Nagrody

Kasa

Wywiady

Klikalne

Listy

Gry Wideo

Podcast

Treść Marki

Najważniejsze Wydarzenia Sezonu

Ciężarówka Filmowa

Wpływowi