Recenzja „Once Were Brothers: Robbie Robertson and the Band”: Kwaśne notatki i lekkomyślne auto-mitologizowanie

„Kiedyś byli braćmi”

Elliott Landy / LandyVision, Inc

Zobacz galerię
19 zdjęć

Robbie Robertson z pewnością opowiadał już wszystkie te historie, wypalając dobrze zużyte kasztany i krystalicznie czyste wspomnienia z żywym urokiem w „Dacie niegodziwych braci: Robbie Robertson i zespół” Daniela Rohera. I dlaczego nie miałby pochodzić z Kanady masz wiele historii do opowiedzenia? W końcu był na czele, jak najlepiej może powiedzieć, trzech różnych muzycznych rewolucji, z których prawie wszystkie obejmowały „braci” przełomowego rocka Americana The Band. Ale jeśli Robertson wygląda na zrelaksowanego i ćwiczonego podczas licznych wystąpień w najnowszym filmie Rohera, łatwo zrozumieć, dlaczego: nie ma już nikogo, kto mógłby zakwestionować jego wspomnienia o dziesięcioleciach pracy i relacji.



obejrzyjcie nieżywy sezon 7 odcinek 3

Może ciągle opowiadać historie, ponieważ tylko on mógł je opowiedzieć.

Z pięciu oryginalnych członków The Band, trzech nie żyje, w tym Levon Helm, Rick Danko i Richard Manuel. Jedyny pozostały przy życiu członek, Garth Hudson, ma mało czasu na ekranie, pomimo niezliczonej ilości zachwycających materiałów archiwalnych, został kiedyś opisany jako „nieśmiały” i wyraźnie nie miał zainteresowania pojawieniem się w filmie Rohera. Pozostawia to postępowanie Robertsonowi, który jest w stanie zmartwiać się w niepokojącym stopniu, a nikt (w tym Roher) nie próbuje podważyć jego wspomnień o wydarzeniach.

Wsparta godny pozazdroszczenia szereg gadających głów (od Bruce'a Springsteena i Van Morrisona do obsesyjnego zespołu i producenta wykonawczego Martina Scorsese), historia The Band energicznie rozwija się, a Robertson chętnie trzyma się centrum. Mimo to, nawet neofici z Zespołu, którzy mogą nie wiedzieć, że tak wielu jego członków zmarło przez lata, nie będą w stanie zlikwidować wczesnych, otwartych dziur. Robertson ma pełne prawo do opowiadania o swojej wersji wydarzeń, ale zanim drugi mówiący szef zostaje przedstawiony jako „przyjaciel Levona Helma” lub Roher opiera się na archiwalnym wywiadzie z perkusistą i piosenkarzem, który najwyraźniej nigdy nie był przeznaczony dla jego filmu, to ucieszy .

klub chłopców miliarderów (film 2016)

Robertson, głęboko utalentowany muzyk i autor tekstów, który do dziś pracuje, jest fascynującym tematem, ale naprawdę fascynujące rzeczy pozostają tuż poza kadrem. Bez bardziej wszechstronnego doboru głosów (wszyscy na ekranie zgadzają się, że Robertson jest geniuszem, wizjonerem, niekwestionowanym liderem grupy nawet przez dekady) lub bardziej krytycznym reżyserem, który daje perspektywę filmową, Robertson może zaciemnić większe pytania i głębsze znaczenia, decydując się na auto-mitologizację zamiast autorefleksji. (Jest typem faceta, który myślał, że „The Band” to „bezpretensjonalna” nazwa grupy, zaskakująca interpretacja.)

Bez odepchnięcia nikogo, Robertsonowi łatwo przypisuje się wszystkie najlepsze pomysły Zespołu: założenie własnej grupy po Ronnie Hawkinsie, powrót Helma po tym, jak rzucił podczas ponurej trasy z Bobem Dylanem, przeprowadzką do Woodstock, przeprowadzką do Malibu , łącząc się z Davidem Geffenem, ponownie spotykając się z Dylanem i kończąc wszystko kultowym koncertem smashowym znanym jako The Last Waltz. Kolejny pomysł Robertsona? Przekształcenie „Ostatniego walca” w film dokumentalny i sprowadzenie Martina Scorsese do nakręcenia tego całego cholerstwa.

Czasami przebijają się prawdziwe emocje. Oczywiste jest, że rozwiązanie The Band było wyjątkowo bolesne dla Robertsona (także jego żona, która później stała się terapeutką specjalizującą się w uzależnieniach, prawdopodobnie z powodu tego, czego była świadkiem z resztą chłopaków). Podczas gdy on i inne gadające głowy nie próbują obwiniać reszty grupy (często wspomina się o uzależnieniu jako chorobie, mile widzianej zmianie w rock and roll doc), ten okres historii jest przeważnie pomijany aby jeszcze lepiej wyjaśnić, jak Robertson się wyróżniał. Podczas gdy reszta kolesi nie robiła heroiny, Robertson planował kolejny etap swojego życia, który tak się stało zawierać całkowicie nieoczekiwany telefon od Geffena, szukając nowej gwiazdy (solo). Jest redukcyjny i ofensywny, a pogarsza się.

ostatnia dokumentacja

Umarli nie mogą mówić, a „Once Were Brothers” byłby zupełnie innym filmem, gdyby mogli. Ale chociaż kino nie może (jeszcze) wskrzesić zmarłych, Roher nawet nie próbuje przesłuchiwać ogromnych luk w swoim filmie i narracji Robertsona. Nieuniknione załamanie się grupy nie jest jawnie rozwiązywane aż do ostatnich 10 minut, co szybko zostało wyjaśnione jako po prostu wynikające z przekonania Helma, że ​​zasługiwał na większe uznanie za swoją pracę, co jest jednym ze sposobów na podkreślenie ponad dziesięcioleci bitwy o napisanie piosenek i duże tantiemy.

Gdy „Once Were Brothers” zaczyna się kończyć, Robertson zastanawia się, że tak zawsze wracają razem po The Last Waltz i wszyscy po prostu „zapomnieli”, aby tak się stało (być może Robertson również „zapomniał”, że zrobili kolejny album po koncercie lub że reszta chłopaków w końcu wróciła do siebie , bez niego). Takie luki w perspektywie byłyby nierozważne, gdyby nie były tak przejrzyste: to jest film Robbiego Roberta Robertsona, jego wersja historii, a jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, co Levon, Richard, Rick i Garth o tym myślą, to po prostu nie ładunek Roher i jego film są zainteresowani przenoszeniem.

Klasa: C-

„Once Were Brothers: Robbie Robertson and The Band” otworzy Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Toronto w 2019 roku. Obecnie szuka dystrybucji w USA.

Najpopularniejsze Artykuły

Kategoria

Przejrzeć

Cechy

Aktualności

Telewizja

Zestaw Narzędzi

Film

Festiwale

Recenzje

Nagrody

Kasa

Wywiady

Klikalne

Listy

Gry Wideo

Podcast

Treść Marki

Najważniejsze Wydarzenia Sezonu

Ciężarówka Filmowa

Wpływowi